Z ostatniej chwili

Odpowiedzialność

2021-02-02 13:38:29 informacje
img

Restauracja „Trattoria Verde” jest kolejnym lokalem gastronomicznym w Częstochowie, który zaczął obsługiwać konsumentów przy stolikach. Mimo że nadal obowiązują w kraju rządowe zakazy i nakazy. Rozmawiamy z Dorotą Stańko, która wspólnie z Robertem Kapczyńskim prowadzą tę restaurację.

Red. - Od ilu lat prowadzicie restaurację?

DS - To już trzy i pół roku, jak dzierżawimy te pomieszczenia. Nawet nie wiem, kiedy to minęło. Zaczynaliśmy jako restauracja „Sezonowa”. Obecna nazwa to wynik naszego udziału w kuchennych rewolucjach Magdy Gessler. 

Red. - Wiosną ubiegłego roku po raz pierwszy musieliście przestać obsługiwać klientów przy stolikach. Dostaliście pieniądze na przetrwanie?

DS - Tak, dostaliśmy całe 5 tysięcy złotych na cały czas ograniczenia naszej działalności. Rządowy program tarczy miał takie wymagania, że ciężko było im sprostać. Dla przykładu ktoś zatrudniał 11 pracowników, a pomoc mogła otrzymać firma mająca raptem 9 pracowników. Przy dużej restauracji trzeba mieć większy zespół. Chyba po miesiącu rząd zmienił warunki do 39 pracowników, lecz dla części przedsiębiorstw było to już za późno. Przed pandemią zatrudnialiśmy 11 osób. 

Red. - Wiosną zeszłego roku obowiązywało to samo rozporządzenie co teraz. Dlaczego akurat teraz zdecydowaliście się obsługiwać konsumentów przy stolikach? 

DS - To wszystko za długo już trwało. Na wiosnę, kiedy nas zamknięto, firma miała jeszcze jakieś oszczędności. Jak się skończyły, uruchomiliśmy prywatne pieniądze, ale one też się skończyły. I stanęliśmy przed widmem bankructwa.

Red. - Zostawmy wadę prawną rozporządzenia, które dopuszcza jedynie sprzedaż na wynos. Otwierając, decydujecie się na kontrole Sanepidu, Policji. Długo się zastanawialiście, czy otworzyć lokal?

DS - Tak, długo. Duży wpływ na naszą decyzję miały restauracje, które zrobiły to przed nami. Dodali nam odwagi. Mamy świadomości, że w każdej chwili może nas czekać kontrola. Jedną już mieliśmy na otwarcie. Były panie z Sanepidu i policjanci. Było grzecznie. Wiemy, że musimy zapłacić karę i dopiero później odwołać się do sądu.

Red. - Minister Niedzielski, informując, dlaczego nie są otwierane restauracje, puby stwierdził, że w tych miejscach siedzimy godzinami, bez maseczek i szybciej możemy się zarazić. Nie boicie się państwo, że mieszkańcy, inni restauratorzy będą was obwiniać o większą liczbę chorych?

DS - Tego się nie boimy. Przestrzegamy reżimu sanitarnego, jaki wiosną na nas nałożono. Jest stanowisko do dezynfekcji dla klientów. Stoliki stoją dwa metry od siebie. A ponadto zadbaliśmy o najnowocześniejszy sprzęt do oczyszczania powietrza, do niszczenia koronawirusa. To jest filtr przemysłowy, który w czasie 10 minut oczyszcza powietrze całego lokalu. Ten tutaj potrafi oczyścić powietrze w lokalu dwa razy większym od naszej restauracji. 

Red. - Gastronomia ma być zamknięta do 14 lutego. Minister zdrowia zastrzega, że obostrzenia mogą być przedłużone. Jak pani sądzi, będą się otwierać kolejne restauracje, kawiarnie, puby?

DS - Myślę, że tak. Lokale, które już się otworzyły, dodają odwagi pozostałym. Stan zamknięcia trwa już długo. Pracownicy nie mogą zarabiać, wpadają w depresję. Właściciele stają pod ścianą. A są takie rodziny, gdzie mąż z żoną prowadzą restaurację. To są ludzkie dramaty.

Red. - Można stwierdzić, że otwierając wbrew rozporządzeniu, stajecie w obronie praw gwarantowanych Konstytucją RP, bo na nią powołują się sądy, stając po stronie karanych przedsiębiorców. 

DS - Nie podchodziliśmy do tego, że aha, to teraz się buntujemy przeciwko rządowi. Kierowała nami odpowiedzialność za naszych pracowników, ich rodziny. Za swoją rodzinę. Z Robertem mamy 5-miesięczne dziecko. Jest prawie rok pandemii. Dobrze, zamknęli nas na miesiąc, jakoś sobie poradzimy. Trzy miesiące, no ok. Jak trwa to pół roku, zaczyna się robić ciężko. Płacimy naszym pracownikom.

Red. - Rozmowę z panią być może przeczytają także właściciele innych lokali gastronomicznych. Czy coś chciałaby im pani przekazać?

DS - Trzeba się jednoczyć. Jeśli się otworzy jeden punkt, to właściciel stoi na straconej pozycji. Kiedy się otworzy 10 punktów, to odwaga rośnie. A jeżeli otworzy się choć 50 lokali, to też popłynie informacja do rządu, że dzieje się źle, że przedsiębiorcy i ich pracownicy potrzebują pomocy. Trzeba coś szybko zrobić, skoro decydują się na taki krok. 

Red. - Dziękuję za rozmowę. Życzę wytrwałości.

DS - Dziękuję.

Rozmawiał Waldemar Jabłczyński

Fot. Mikołaj Lesław Ataniel

Maski zostały zdjęte przez osoby na zdjęciach  tylko na potrzeby wykonania  fotografii  na mgnienie migawki

Page generated in 0.0161 seconds.