Z ostatniej chwili

Przez tydzień królowały skrzypce

2018-10-02 11:18:59 informacje
img

12. Festiwal Wiolinistyczny im. B. Hubermana zakończył 28 września koncert fenomenalnego Roby’ego Lakatosa. Wcześniej wystąpili m.in. Shlomo Mintz, Mariusz Patyra, Atom String Quartet czy Kapela Maliszów. Na następną edycję jak zwykle poczekamy dwa lata - informuje Biuro Prasowe Urzędu Miasta.
Festiwal zaczął się w sobotę 22 września nadzwyczajnym koncertem inauguracyjnym z udziałem Shlomo Mintza, który nie tylko zagrał bardzo rzadko wykonywaną „Fantazję góralską op. 17” Zygmunta Noskowskiego, ale także w niezwykle ujmujący sposób zinterpretował dobrze znane, wydawałoby się, „Cztery pory roku op. 8” Vivaldiego. Maestria jednej z najjaśniejszych gwiazd Festiwalu zapewniła mu dwa bisy od oczarowanej publiczności, wśród której była także grupa gości z Izraela.
23 września sala koncertowa rozbrzmiewała swobodniejszym, folkowym i etno-jazzowym, rozimprowizowanym odcieniem wiolinistyki. W pierwszej części koncertu na scenę w towarzystwie częstochowskiej orkiestry wyszła zbierająca liczne nagrody na folkowych festiwalach trzyosobowa Kapela Maliszów. Na skrzypcach błyszczał fenomenalny Kacper Malisz, ale motorem występu była jego siostra Zuzanna, która ze swojego skromnego zestawu perkusyjnego potrafiła wykrzesać szeroką paletę perkusyjnych dźwięków – najrozmaitsze stukoty i dzwonienia – a także zaprezentowała się jako rasowa  folkowa wokalistka. Podczas występu, który zabrał publiczność gdzieś w rejony Beskidu Niskiego, było raz melancholijnie i tęsknie, innym razem – bardzo skocznie, a widowni udało się wywołać Maliszów na jeden bis. Po przerwie orkiestra poszerzyła się o sekcję dętą i perkusistów, a na scenie pojawiła się formacja Lautari z gościem, Marcinem Pospieszalskim. Częstochowski multiinstrumentalista zajął się aranżacją całości muzyki, na którą złożyły się utwory z rejonu Kalisza, zebrane w 23. tomie Oskara Kolberga. Od początku pianista i akordeonista zespołu Jacek Hałas stworzył klimat jak na ludowej zabawie, choć nie brakowało także bardzo nastrojowych momentów. Rewelacją koncertu był przede wszystkim Michał Żak, który swobodnie zmieniał klarnet na flet i szałamaję, a kontrabasowe improwizacje Marcina Pospieszalskiego były po prostu rasowym jazzem. W koncert wplecione zostało także – odtwarzane w elektronicznej formie – autentyczne wykonanie jednej z pieśni, zarejestrowane podczas badań terenowych. Lautari bisowali dwa razy, przypominając co bardziej charakterystyczne fragmenty swojego programu.
Następne dni zdominowały nie mniej znakomite koncerty w sali kameralnej. Aleksandra Szwejowska-Belica – laureatka m.in. Nagrody Miasta Częstochowy za całokształt pracy artystycznej i pedagogicznej – promowała swoją płytę „Pieśń o ziemi”, Atom String Quartet grał muzykę jednego z najsłynniejszych polskich jazzowych skrzypków – Zbigniewa Seiferta, a jedyny polski zdobywca Nagrody im. N. Paganiniego Mariusz Patyra zagrał mistrzowski recital w towarzystwie pianisty Mariusza Klimasiaka. Czwartek 27 września należał do Diverso String Quartet oraz Huberman Piano Trio, a w programie znalazła się muzyka Tansmana i Piazzolli.    
Podczas koncertu finałowego kolejna wielka gwiazda Festiwalu – Roby Lakatos – udowodnił, że można z równą lekkością i maestrią poruszać się i w klasyce, i w muzyce improwizowanej. Mistrzem ceremonii w zespole towarzyszącym węgierskiemu skrzypkowi był Sebastian Wypych – nie tylko grał na kontrabasie, ale i odgrywał rolę prowadzącego częstochowską orkiestrę, a jego dowcipna konferansjerka od początku stworzyła lekką atmosferę, pasującą do pełnego kolorów, bardzo urozmaiconego koncertu, w którym znalazło się miejsce i dla Brahmsa, i dla tematu z „Listy Schindlera”. Roby Lakatos olśniewał nie tylko w superszybkich partiach granych smyczkiem, ale i raz po raz wyczarowywał wirtuozerskie dźwięki pizzicato – czyli zarywając struny palcami. Na scenie pojawiła się też skrzypaczka Anna Wandtke – prywatnie żona Sebastiana Wypycha – która znakomicie dotrzymywała kroku węgierskiemu mistrzowi podczas zapierających dech duetów. Gwieździe wieczoru doskonale sekundował także Siergiej Wowkotrub, który dwukrotnie wyszedł z roli skrzypka naszej orkiestry i stanął tuż obok Roby’ego Lakatosa jako solista. Nie powinno to dziwić nikogo, kto zna poczynania tego instrumentalisty w prowadzonym przez niego, specjalizującym się w „cygańskim swingu” zespole Siergiej Wowkotrub Gypsy Swing Quartet. Polsko-węgierski skład towarzyszący gwieździe wieczoru popisał się ogromnym smakiem i warsztatową biegłością – najgoręcej oklaskiwanym jego członkiem, obok Lakatosa, był chyba obsługujący cymbały Jeno Lisztes. Dwugodzinny koncert musiał więc zakończyć się bisem, który publiczność wyprosiła brawami na stojąco, a Roby Lakatos po angielsku dał do zrozumienia, że wkrótce zagrałby u nas ponownie.
12. edycji Festiwalu towarzyszyła retrospektywa fotografii Zbigniewa Burdy, pokazująca najważniejsze występy poprzednich edycji oraz ekspozycja pamiątek związanych z osobą Bronisława Hubermana.   

Page generated in 0.0384 seconds.